w głosie.

Obrzuciła go spojrzeniem, które mówiło wyraźnie, że ma masę pracy i nie zamierza schodzić do każdego, kto ją zawoła. Zwłaszcza do dwóch tak dziwacznie ubranych fa¬cetów.
Nie miał prawa przyjąć takiej ofiary. Nie zasługiwał na to. Był człowiekiem ze skazą, był pozbawiony zdolności kochania. Cała rodzina była naznaczona tym piętnem. Gniazdo żmij... Każda kobieta z zewnątrz, która wchodziła do ich grona, kończyła tragicznie i właśnie dlatego Mark nie zamierzał się kiedykolwiek żenić. Nie chciał nikogo na¬rażać, a już na pewno nie zaryzykowałby życia kogoś ta¬kiego jak Tammy. Cudowna kobieta o złotym sercu, wcie¬lenie niewinności... I on miałby uwiązać ją przy sobie i zni¬szczyć jej życie przez swój brak serca? Tak, jak jego ojciec zniszczył jego matkę?
- Nie chcesz więc jeść krewnych Piórka?
- To chyba oczywiste - niemal warknęła. - Mam sio¬strzeńca i jestem jego prawną opiekunką...
- To zajmij się Henrym, bo przywiązał się do ciebie, a nie do pani Burchett.
- Nie wiem, co się za tym kryje i co on chce przez to wygrać, ale jedno jest pewne, nie może usynowić dziecka bez twojej zgody. Rozmawiałam z prawnikami. Książę bę¬dzie musiał przysłać ci papiery do podpisania. Zastanów się, ile możesz zażądać za zrzeczenie się praw do opieki nad Henrym. Dobrze to rozegraj. Musisz wyczuć, jak bardzo mu na tym zależy.
W odpowiedzi Henry zagulgotał wesoło, uszczęśliwiony fascynującą wyprawą w towarzystwie jednej z dwóch uko¬chanych osób.
To jednak nie koniec moich pechowych przygód związanych z tajemniczą przesyłką. Jak już wspomniałem,
- Poszedłem zaprosić pannę Dexter na kolację, a potem jeszcze na kilka minut zatrzymał mnie Dominik, dlatego trochę to trwało. Panna Dexter pewnie zaraz zejdzie.
Mały Książę uśmiechnął się i znowu delikatnieją pocałował. Odwzajemniła najpiękniej, jak umiała...
Przytrzymała go mocniej, oczywiście tylko po to, żeby mnie spadł.
- Kiedy zobaczył, jak bardzo byłem przywiązany do Światła Księżyca -ciągnął dalej swą opowieść Badacz
Nie odpowiedziała od razu, lecz wpatrywała się w Różę, którą Mały Książę ostrożnie trzymał w dłoniach. Dopiero
- Przyjaciela? Po co? - odparł szybko Bankier.

– To tam, gdzie były kanapki w kształcie łabędzi, mamo?

Tammy, która właśnie zamierzała wspiąć się wyżej, po¬nownie spojrzała na niego.
Książę odruchowo wziął dziecko.
Zdecydowanie potrząsnęła głową.

A nawet jeśli, to co z tego? Przecież wcale jej to nie obchodzi. Nic a nic.

wewnętrznej pustki i rozdzierającego, beznadziejnego bólu.
– Dziękuję.
- Tysiąc. Tyle gotów jestem zapłacić. Przez półtora

- Mark, a cóż ty robisz boso na dworze?!

– Tak, to nasz stary przyjaciel.
to była miła delikatna pieszczota.
skręcały się z zazdrości. Wystarczyło jedno spojrzenie